Mam ciekawe wiadomości dla ludzi, którzy nie byli na koncercie. Otóż to, jak pisze jeden z fanów Ironów, warto było jechać w ciemno, gdyż na początku koniki sprzedawali bilety na płytę po 150 zł, Po otwarciu kasy (gdzie można było je ze spokojem kupić po 120 zł), spuścili z ceny na 110 zł, a na końcu desperaci sprzedawali po 100 zł. "Organizacja była zła. Zabrakło miejsca w szatni. Ochroniarze byli agresywni. Strzelali 'kopy'. Mnie np. nie przeszukali. Nie chciało się im! A gdybym był zamachowcem, to już nie byłoby Maiden'ów. Metale też zachowywali się jak kutasy. W bramach wybili 4 szyby" - pisze autor. Porównuje tą organizację do klimatu poprzedniego koncertu (na którym, na szczęście byłem) w Katowicach - " Tutaj to była kultura. Aż miło. I ze strony ochrony i widzów". Na łamach tego działu serdeczne dzięki dla autora i dla tych, którzy chcą coś do mnie bazgrnąć. Jeśli coś przekręciłem napisz.
Witam! Z koncertu jaki udało mi się nagrać, dowiedziałem się wiele rzeczy, które postaram się teraz opisać wszystkim tym, którzy nie byli we Wrocławiu lub żadnym innym koncercie Iron Maiden. A więc po kolei. Koncert jaki widziałem w TV był chyba zarejestrowany w Niemczech, ale mogę się mylić, krzyczy: 'Scream for me Dortmund'. Na tej trasie koncertowej wiem już, że Ironi grają m. in. takie utwory jak: Wratchild, Can I Play With Madness?, The Trooper, Rainmaker, No More Lies, Hallowed Be Thy Name, Fear Of The Dark, Iron Maiden, The Number Of The Beast i Run To The Hills. Scena ułożona jest tak, aby imitowała jakiś zamek czy coś. Podłoga i sufit są w barwach takich jak podłoga na okładce najnowszego albumu, czyli coś w stylu cyrku, czy czegoś dziwnego. Wokalista ubrany jest w czarną skórzaną kamizelkę i takie też spodnie, podobne do tych z przed trzech lat tylko zamiast kolorowych łatek mają długie czarne paski, frędzle. Murray, Gers i Smith mają koszulki Dance Of Death, a reszta jest ubrana normalnie. Koncert jest czadowy, Harris 'strzela' do fanów ze swojej gitary basowej, a Gers jak zwykle podrzuca swoją gitarę wysoko w górę i kręci nią w różne strony, co zawsze budzi duże emocje wśród publiczności, Dickinson wykonał też swój dłuuugi krzyk wskazując w tym samym czasie na wszystkie strony sali. Ciągle jestem pod wrażeniem tych szybkich solówek gitarzystów, ostrej perkusji i wysokiego wokalu. Ogólna kondycja zespołu jest nadal świetna mimo tylu lat na karku. Dickinson nadal potrafi zabawiać fanów, ale odczułem takie wrażenie jakby nie dawał z siebie wszystkiego tylko recytował teksty, może to tylko złudzenie, ale całość wyszła znakomicie. A przy okazji wychodzenia: podczas wykonywania utworu Iron Maiden wykrzyczał 'Who would you like to see?' i wtedy zza sceny wyjechał do góry Eddie, jako postać z albumu, ubrany jak śmierć z kosą w reku. Podczas bisów, na The Number Of The Beast na scenę wyszedł 'żywy' Eddie i drażnił się z Janickiem Gersem.